niedziela, 10 stycznia 2016

Atak na statek towarowy.

- Po pierwsze przepraszamy za tak "długą" nieobecność.
- Po drugie to nie ma nic wspólnego z SNK!
- Po trzecie będzie dużo przekleństw.
- A przynajmniej się postaramy.
- I spóźnionego szczęśliwego nowego roku i wesołych świąt!

- Podpływa! Podpływa, wohoo! - wrzasnęła rozradowana Victoria.
- To co? Wskakujemy? -  zapytał Chuck.
- Tylko spokojnie. Wyjmijcie broń i... - Oliver nie zdążył dokończyć gdyż Petra robiąc salto wskoczyła na statek towarowy.
- NIECH MI SIĘ TYLKO KTÓRYŚ SKURWIEL RUSZY TO MU ŁEB ROZPIERDOLĘ! - wrzasnęła wyciągając broń. Zdezorientowani kupcy stanęli jak wryci.
- No cho no tutaj, drużyno, bo nie mamy całego dnia! - krzyknęła Petra w stronę piratów.
- Ale jak mamy tam przejść? - zapytał Chuck.
- No własnie słoneczko, jak mamy tam przejść? - zwrócił się Oliver do Ivana.
- To nie umiecie skakać tak jak Petra? - spytał Ivan.
- A jak myślisz, cwelu? - mruknął Levi.
- Ty się nie odzywaj złamasie! Ty umiesz popierdalać po tych linach, a ja cały dzień tylko siedzę przed sterem! - wrzasnął Chuck.
- Kogo nazywasz złamasem, złamasie? - odparował Levi.
- Zamknijcie swoje złamane złamasowe mordy złamasy! - krzyknął Oliver.

- Powtórzenia, powtórzenia ~♪

- Ej no kurwa, bo mnie tu już pojmać zdążyli! - wrzasnęła Petra z drugiego statku.
- No KURWA świetnie - westchnęła Victoria.

- Powtórzenia, powtórzenia ~♪

- No dobra, walić to, skaczemy! - krzyknął Oliver i wszyscy pobiegli w stronę prawej burty.
- NO CHYBA SOBIE JAJA ROBICIE! Ile może mieć ta odległość między statkami? Pół metra?! Skaczemy, raz dwa! - wydzierał się Ivan. Gdy już WSZYSCY... w końcu, dostali się na statek otoczyli ich uzbrojeni kupcy.

- Bo kupcy są TACY niebezpieczni. 
- Załóżmy, że jest ich mniej niż piratów. Na przykład trzech.

Piraci szybko uporali się z kupcami.
- Lecę po niewolników! - uradowany Levi wbiegł pod pokład.

- Mówiłam, że to nie ma nic wspólnego z SNK. Levi uradowany? Dobry żart, ha ha.

- No dobra ferajna, idźcie po te swoje rzeczy które tam chcieliście. Idę po kakao.
Po kilku minutach nasi kochani piraci wrócili z wymarzonymi łupami. Levi prowadził cały zastęp zakutych w kajdany niewolników. Oliver przyjrzał się im uważnie.
- Dobrze drogie panie. Wy i pokonani kupcy proszę przejść na nasz statek. Zostaniecie spaleni. Dziękujemy za wspólną podróż, a teraz WYPIERDALAĆ! - krzyknął.
- Oliver, słoneczko - powiedziała Victoria podchodząc do kapitana. - Nie wiem czy wiesz, ale oni nie są Spider-manem, tudzież nie mają sprzętu do trójwymiarowego manewru, więc nie przeskoczą odległości trzech metrów. Ponadto są skuci baranie więc...
- Co masz na myśli...? - Oliver spojrzał w stronę pirackiego statku, od którego oddalili się dosyć daleko. Westchnął ciężko i spojrzał na tłum niewolników.
- Ty tam! Ta wysoka! Tak, ty! Chodź no tu! - z tłumu niewolników wyłoniła się wysoka, prawie czterometrowa kobieta z rozczochranymi włosami i dziwnym uśmiechem na twarzy. Podczas gdy inni niewolnicy byli tak wychudzeni, że na ich rękach kajdany po prostu bezwładnie zwisały to na przegubach tej kobiety ledwo się zamykały.
- Jakim cudem nie zauważyłem tego czegoś w tłumie niewolników? To ma cztery metry! - krzyknął Levi.


- No już weź nie wybrzydzaj! Taka jest odpowiednia!
- Oliver, na co ona jest odpowiednia? - zapytał zaniepokojony Ivan.
- A na to! - krzyknął Oliver i kopnął ja w plecy.

- Ale jak kopnął w plecy? Przecież ona ma cztery metry, a on ok. metra siedemdziesięciu!
- Bez różnicy.

Kobieta upadła tworząc tym samym most z własnego ciała między statkami.
- Udało się! - krzyknął Oliver.

CDN.

I jeszcze raz, ostatni raz, chcemy podkreślić, że to nie ma nic, a nic wspólnego z SNK!




.