piątek, 18 grudnia 2015

Szalony plan Ivana, tym razem prawie na serio.

Ivan z jakiegoś powodu leżał na stole pod pokładem. Miał skrępowane ręce i nogi.

- I bolał go odbyt!
- Z jakiegoś powodu...

- No w końcu się obudziłeś - krzyknął Oliver podbiegając do niego.
- Już myślałem, że się nigdy nie obudzisz słoneczko, kwiatuszku, cukiere...
- No kurwa nie wytrzymam - westchnęła Petra.
- Zbyt gejowsko jak na moje standardy - mruknęła Victoria.
- Mi się podoba - Chuck wzruszył ramionami i spojrzał na rozochoconego Olivera.
- Po co w ogóle go związaliśmy? - zapytał Levi pojawiając się obok Petry.
- Jak ty to? Skąd ty tu? - zdumiała się Petra i odsunęła się kawałek.
- Jak nie był związany, to się za bardzo wyrywał - wyszeptał Oliver na ucho Leviemu, pojawiając się przy nim równie magicznie i znikąd. 
- Nieważne dlaczego go związaliśmy, nie ważne dlaczego boli go odbyt i nie ważne dlaczego zemdlał dopiero po trzech usypiających tabletkach... WAŻNY JEST NASZ PLAN! - wykrzyknął Oliver. 
- Już nigdy więcej nie biorę od ciebie picia - mruknął Ivan.
- Ooo, rosjaninek pokazał pazurki - rozczulił się Oliver.
- Co?! Dlaczego uważasz, że jestem rosjaninem?
- Nie kwestionuj słów kapitana! - krzyknął Chuck.
- To ten gejuch-idiota jest waszym kapitanem?! - zapytał Ivan.
- Też się dziwię - mruknął Levi.
- No właśnie? Dlaczego on jest kapitanem? - zapytała Petra.
- Bo to mój statek! Czerwona Czaszka należy do mnie! - krzyknął Oliver.
- Zdajesz sobie sprawę, że właśnie zżynasz od Piratów z Karaibów? - odezwała się Victoria.
- To nie Perła tylko Czaszka, i nie czarna tylko czerwona szmato! - wrzasnął Oliver.
- Odezwał się hetero od siedmiu boleści - odparła Victoria.
- Słuchaj mały kurwiu! - wrzasnął Chuck waląc pięścią w stół tuż obok głowy Ivana. - Pewien statek z koksem, niewolnikami i dziwkami niedługo tutaj będzie. Wymyślisz plan jak go zdobyć albo cię zgwałce i utopię.
- Dajcie mi pomyśleć... - zaczął Ivan, w chwili w której pod pokład wpadła małpa.
- Co się stało małpeczko? - zapytał Chuck spokojniejszym tonem.
- KOKS, KOKS, DZIWKI, DZIWKI, NIEWOLNICY! - zaczęła się drzeć małpa.
- O kurwa! Wasza małpa mówi! - wrzasnął Ivan, ale nikt go nie słuchał. Wszyscy wbiegli już na pokład. Ivan jakoś sturlał się ze stołu i jakimś cudem wpełzł na pokład. Zdyszany padł pod stopami Victorii.
- Rozwiąże mnie ktoś łaskawie? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Ciota... - mruknęła Petra i jednym machnięciem szabli rozcięła sznur. Ivan wstał, a jego oczom ukazał się wielki statek towarowy. Był na razie dosyć daleko od Czerownej Czaszki. 
- Ale jest wielki! Chcecie go zdobyć? - zapytał Ivan.
- Tu nie chodzi o wielkość tylko o dziwki - odparł Chuck.
- I te wszystkie wspaniałe ciuchy - westchnęła Victoria.
- Phh - prychnął Oliver - Tu chodzi o coś innego..
- No pewnie - przerwał mu Levi - o niewolników.
- Bredzisz - wtrąciła Petra - raczej o koks...
- Nie, nie, nie tu chodzi o kakałkooo - wrzasnął rozentuzjazmowany Oliver.

CDN.

- I tak ps. Jeśli ktoś to czyta (a mamy taką nadzieję) to niech owa dobrotliwa osoba (lol zrymowało się) napisze komentarz. Przyjmujemy wszystkie, nawet te najgłupsze :)
 


niedziela, 13 grudnia 2015

Po wystrzale armaty, czyli szalony plan Ivana.

I armata wystrzeliła.
Kula z armaty ozdobiła brzuch ojca Ivana piękną, krwawą dziurą, a łódka zaczęła się topić.

- Tak po prostu zaczęła się topić...

Zdezorientowany Ivan uderzał rękami o taflę wody, desperacko próbując zaczerpnąć powietrza.

- Tak, tak, siedział sobie na łódce i nie oddychał, waląc ręką w wodę. Genialnie.

W pewnym momencie ze statku została zrzucona lina. Jej koniec dyndał tuż przed wrzeszczącym wniebogłosy Ivanem.
- Łap się tej liny idioto! - dało się słyszeć zirytowany damski głos. Ivan otrząsnął się prędko i złapał linę. Po chwili stał już na pokładzie. A raczej leżał i wyglądał jak zakrwawiona, zapłakana kupka nieszczęścia.
- No, no no... No. Kogo tutaj mamy - Ivan usłyszał znany mu już wesoły głos. Podniósł wzrok i wycharczał coś cicho.
- Co on tam szepcze? - zapytał sucho jakiś inny głos.
- Chyba, że chce zajebać Olivera, czy coś... - odparł chłodny damski głos.

- Kochana, wszyscy chcemy to zrobić! - wtrąciła czarna autorka.

Ivan zmierzył wzrokiem trzy postacie stojące wokół niego. Pierwszą z nich była ładna czarnowłosa dziewczyna. Miała jasną skórę i przepełnione nienawiścią do świata oczy. Ubrana była w koszulę, luźne bordowe spodnie i kozaki. Obok niej stał chłopak szczerzący do Ivana mordę. Był cały spalony słońcem, a jego ciemne włosy sterczały we wszystkie strony. Ostatnią osobą był niski, czarnowłosy chłopak. Wyglądał jakby chciał się pociąć mydłem, czy jakoś tak.
- Jak masz na imię słoneczko? - zapytał roześmiany chłopak - BO JA JESTEM OLIVER! A TO JEST PETRA! A TO JEST... A to jest Levi - powiedział wskazując na swoich towarzyszy.
- J-ja j-jestem I-ivan - wyjąkał przestraszony Ivan.
- Witaj I-ivan!
- Możemy przejść do konkretów? Jeszcze raz Oliver powie coś tym swoim radosnym głosem to się porzygam - odezwała się dziewczyna nazwana Petrą.
- Co tu się kurwa dzieje?! - spod pokładu dobiegł donośny męski głos, a po chwili nad Ivanem stanęła czarna postać.
- Kto to? - zapytał wyraźnie rozeźlony mężczyzna.
- Chakuś! - wykrzyknął Oliver - czekoladko ty moja! Zobacz! To jest I-ivan! - powiedział wskazując na leżącego przed nimi chłopca.
- Po prostu Ivan - odparł chłopak podnosząc się powoli.
- Ivan! A to ciekawe imię! Muszę cię pokazać Viktorii! - wykrzyknął czarnoskóry, podnosząc Ivana za kołnierz to pozycji stojącej.
- Że niby komu chcesz go pokazać? - zapytała Petra - tej zdzirze?! Jeszcze go przeleci...
- Czy wy mnie właśnie obgadujecie?! - dało się słyszeć skrzekliwy damski głos, a po chwili spod pokładu wyłoniła się rudowłosa dziewczyna.
- Vikiiii! Wreszcie jesteś!!! - krzyknął rozradowany Oliver.
- Czy jest jeszcze ktoś o kim nie wiem? - zapytał odważniej Ivan.
- Kilka trupów i małpa - odparł Oliver.
- Czy ktoś mi łaskawie powie co tu się wyprawia? - zapytała Viktoria.
- Zastanawiamy się czy go zabić czy nie - odparła Petra wskazując na Ivana.
- Od kiedy to?! - krzyknął wystraszony chłopak.
- Od teraz - odrzekła Petra.
- Ja tam bym go zabił - odezwał się Levi.
- NIE ZABIJAJCIE MNIE!
- Niby dlaczego?
- Bo wygląda na mądrą osobę! Mądre osoby są przydatne! - stwierdził Oliver.
- Jesteś mądry? - zapytała Viktoria.
- TAK! Tak, tak! Jestem bardzo mądry! Ciągle mi to mówią! Naprawdę! - zapewniał gorliwie Ivan. Zrozumiał, że ma do czynienia z bandą idiotów. Wystarczy trochę im pomóc, a nagrodą było życie.
- Przydasz się kochasiu - oznajmił Oliver zacierając ręce...

CDN.


sobota, 12 grudnia 2015

Nie wiemy czy śmiać się czy płakać... więc się przywitamy.

Jestem czarna, jestem autorką, pierwszą z dwóch, które zjadają wam mózg.
Jestem biała, jestem autorką, drugą z dwóch, które zjadają wam mózg.
Ale serio, to trochę odmóżdża...!
Czytasz na własną odpowiedzialność.
Będzie śmiesznie... Załóżmy, że to obietnica. Żeby was dalej nie zniechęcać...
Za późno...
Tak, tak. Zacznijmy opowiadanie.

Ivan wiódł bardzo spokojne życie. Mieszkał razem z matką, ojcem i sześcioma siostrami w małym miasteczku z portem. Codziennie od piątej rano do jedenastej wieczorem łowił z ojcem ryby, aby mieli czym wyżywić rodzinę. Matka połowę zdobyczy sprzedawała na targu jakimś turystom wmawiając im, że to najświeższe ryby sprowadzane z daleka. Pewnego dnia Ivan z ojcem odpłynęli trochę dalej niż zwykle. Podczas gdy ojciec Ivana wciągał sieć z rybami na ich łódź, chłopak zauważył statek zmierzający w ich kierunku.
- Ojcze spójrz! - krzyknął Ivan - jakiś statek płynie. Ojciec machnął tylko ręką i szybko wrócił do pracy, lecz po krótkiej chwili Ivan znów się odezwał.
- Ojcze mówię prawdę! Spójrz, proszę! Ten statek wygląda niebezpiecznie! - tym razem ojciec łaskawie zerknął na obiekt zbliżający się do nich, ale szybko go zignorował.
- To nic wielkiego - powiedział tylko - a teraz rusz tyłek i mi pomóż. Chłopak nie chcąc bardziej denerwować ojca wykonał polecenie. Po chwili jednak oderwał się od pracy. Jego uwagę odwróciła czarna flaga powiewająca na maszcie statku. Czerwona czaszka na fladze spozierała na niego z góry.
- Ale ojcze to znak piratów. To piracki statek! - krzyknął przestraszony Ivan potrząsając ojca za ramię.
Tym razem mężczyzna wysłuchał syna i dokładniej obejrzał statek. Pisnął przerażony.

- Aww, to takie męskie - wtrąciła czarna autorka.

Szybko Ivan! Rusz tyłek i spływamy stąd! - krzyknął i chwycił wiosło. Ivan zrobił to samo, ale było już za późno. Statek był już niebezpiecznie blisko.
- Oddawajcie wszystkie swoje kosztowności, albo was zatopimy! - dało się słyszeć wesoły głos.
- ARMATĄ! - dodał po chwili.

- Przecież to nie ma sensu... Zatopić armatą? Może raczej strzałem z armaty...? - przerwała biała autorka.
- Czepiasz się szczegółów - westchnęła czarna autorka - wróćmy do historii.

Ojciec Ivana stanął jak wryty, nie wiedząc co zrobić.
- Kto jest takim debilem żeby za kosztowność uważać rybę?! - wrzasnął Ivan w stronę statku.

- OLIVER! - krzyknęły czarna i biała autorka.

- Kto to do kurwy jest Oliver?! - wrzasnął Ivan kierując głos gdzieś w górę.
- TO JA! - krzyknął ten sam wesoły głos, a armata wystrzeliła.

Nie chce mi się już pisać. Walnijmy tu ciąg dalszy nastąpi.
- Okej!

CDN.