sobota, 12 grudnia 2015

Nie wiemy czy śmiać się czy płakać... więc się przywitamy.

Jestem czarna, jestem autorką, pierwszą z dwóch, które zjadają wam mózg.
Jestem biała, jestem autorką, drugą z dwóch, które zjadają wam mózg.
Ale serio, to trochę odmóżdża...!
Czytasz na własną odpowiedzialność.
Będzie śmiesznie... Załóżmy, że to obietnica. Żeby was dalej nie zniechęcać...
Za późno...
Tak, tak. Zacznijmy opowiadanie.

Ivan wiódł bardzo spokojne życie. Mieszkał razem z matką, ojcem i sześcioma siostrami w małym miasteczku z portem. Codziennie od piątej rano do jedenastej wieczorem łowił z ojcem ryby, aby mieli czym wyżywić rodzinę. Matka połowę zdobyczy sprzedawała na targu jakimś turystom wmawiając im, że to najświeższe ryby sprowadzane z daleka. Pewnego dnia Ivan z ojcem odpłynęli trochę dalej niż zwykle. Podczas gdy ojciec Ivana wciągał sieć z rybami na ich łódź, chłopak zauważył statek zmierzający w ich kierunku.
- Ojcze spójrz! - krzyknął Ivan - jakiś statek płynie. Ojciec machnął tylko ręką i szybko wrócił do pracy, lecz po krótkiej chwili Ivan znów się odezwał.
- Ojcze mówię prawdę! Spójrz, proszę! Ten statek wygląda niebezpiecznie! - tym razem ojciec łaskawie zerknął na obiekt zbliżający się do nich, ale szybko go zignorował.
- To nic wielkiego - powiedział tylko - a teraz rusz tyłek i mi pomóż. Chłopak nie chcąc bardziej denerwować ojca wykonał polecenie. Po chwili jednak oderwał się od pracy. Jego uwagę odwróciła czarna flaga powiewająca na maszcie statku. Czerwona czaszka na fladze spozierała na niego z góry.
- Ale ojcze to znak piratów. To piracki statek! - krzyknął przestraszony Ivan potrząsając ojca za ramię.
Tym razem mężczyzna wysłuchał syna i dokładniej obejrzał statek. Pisnął przerażony.

- Aww, to takie męskie - wtrąciła czarna autorka.

Szybko Ivan! Rusz tyłek i spływamy stąd! - krzyknął i chwycił wiosło. Ivan zrobił to samo, ale było już za późno. Statek był już niebezpiecznie blisko.
- Oddawajcie wszystkie swoje kosztowności, albo was zatopimy! - dało się słyszeć wesoły głos.
- ARMATĄ! - dodał po chwili.

- Przecież to nie ma sensu... Zatopić armatą? Może raczej strzałem z armaty...? - przerwała biała autorka.
- Czepiasz się szczegółów - westchnęła czarna autorka - wróćmy do historii.

Ojciec Ivana stanął jak wryty, nie wiedząc co zrobić.
- Kto jest takim debilem żeby za kosztowność uważać rybę?! - wrzasnął Ivan w stronę statku.

- OLIVER! - krzyknęły czarna i biała autorka.

- Kto to do kurwy jest Oliver?! - wrzasnął Ivan kierując głos gdzieś w górę.
- TO JA! - krzyknął ten sam wesoły głos, a armata wystrzeliła.

Nie chce mi się już pisać. Walnijmy tu ciąg dalszy nastąpi.
- Okej!

CDN.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz