I armata wystrzeliła.
Kula z armaty ozdobiła brzuch ojca Ivana piękną, krwawą dziurą, a łódka zaczęła się topić.
- Tak po prostu zaczęła się topić...
Zdezorientowany Ivan uderzał rękami o taflę wody, desperacko próbując zaczerpnąć powietrza.
- Tak, tak, siedział sobie na łódce i nie oddychał, waląc ręką w wodę. Genialnie.
W pewnym momencie ze statku została zrzucona lina. Jej koniec dyndał tuż przed wrzeszczącym wniebogłosy Ivanem.
- Łap się tej liny idioto! - dało się słyszeć zirytowany damski głos. Ivan otrząsnął się prędko i złapał linę. Po chwili stał już na pokładzie. A raczej leżał i wyglądał jak zakrwawiona, zapłakana kupka nieszczęścia.
- No, no no... No. Kogo tutaj mamy - Ivan usłyszał znany mu już wesoły głos. Podniósł wzrok i wycharczał coś cicho.
- Co on tam szepcze? - zapytał sucho jakiś inny głos.
- Chyba, że chce zajebać Olivera, czy coś... - odparł chłodny damski głos.
- Kochana, wszyscy chcemy to zrobić! - wtrąciła czarna autorka.
Ivan zmierzył wzrokiem trzy postacie stojące wokół niego. Pierwszą z nich była ładna czarnowłosa dziewczyna. Miała jasną skórę i przepełnione nienawiścią do świata oczy. Ubrana była w koszulę, luźne bordowe spodnie i kozaki. Obok niej stał chłopak szczerzący do Ivana mordę. Był cały spalony słońcem, a jego ciemne włosy sterczały we wszystkie strony. Ostatnią osobą był niski, czarnowłosy chłopak. Wyglądał jakby chciał się pociąć mydłem, czy jakoś tak.
- Jak masz na imię słoneczko? - zapytał roześmiany chłopak - BO JA JESTEM OLIVER! A TO JEST PETRA! A TO JEST... A to jest Levi - powiedział wskazując na swoich towarzyszy.
- J-ja j-jestem I-ivan - wyjąkał przestraszony Ivan.
- Witaj I-ivan!
- Możemy przejść do konkretów? Jeszcze raz Oliver powie coś tym swoim radosnym głosem to się porzygam - odezwała się dziewczyna nazwana Petrą.
- Co tu się kurwa dzieje?! - spod pokładu dobiegł donośny męski głos, a po chwili nad Ivanem stanęła czarna postać.
- Kto to? - zapytał wyraźnie rozeźlony mężczyzna.
- Chakuś! - wykrzyknął Oliver - czekoladko ty moja! Zobacz! To jest I-ivan! - powiedział wskazując na leżącego przed nimi chłopca.
- Po prostu Ivan - odparł chłopak podnosząc się powoli.
- Ivan! A to ciekawe imię! Muszę cię pokazać Viktorii! - wykrzyknął czarnoskóry, podnosząc Ivana za kołnierz to pozycji stojącej.
- Że niby komu chcesz go pokazać? - zapytała Petra - tej zdzirze?! Jeszcze go przeleci...
- Czy wy mnie właśnie obgadujecie?! - dało się słyszeć skrzekliwy damski głos, a po chwili spod pokładu wyłoniła się rudowłosa dziewczyna.
- Vikiiii! Wreszcie jesteś!!! - krzyknął rozradowany Oliver.
- Czy jest jeszcze ktoś o kim nie wiem? - zapytał odważniej Ivan.
- Kilka trupów i małpa - odparł Oliver.
- Czy ktoś mi łaskawie powie co tu się wyprawia? - zapytała Viktoria.
- Zastanawiamy się czy go zabić czy nie - odparła Petra wskazując na Ivana.
- Od kiedy to?! - krzyknął wystraszony chłopak.
- Od teraz - odrzekła Petra.
- Ja tam bym go zabił - odezwał się Levi.
- NIE ZABIJAJCIE MNIE!
- Niby dlaczego?
- Bo wygląda na mądrą osobę! Mądre osoby są przydatne! - stwierdził Oliver.
- Jesteś mądry? - zapytała Viktoria.
- TAK! Tak, tak! Jestem bardzo mądry! Ciągle mi to mówią! Naprawdę! - zapewniał gorliwie Ivan. Zrozumiał, że ma do czynienia z bandą idiotów. Wystarczy trochę im pomóc, a nagrodą było życie.
- Przydasz się kochasiu - oznajmił Oliver zacierając ręce...
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz